"Golf jest jak narkotyk, kto w nim zasmakuje pozostanie graczem na zawsze"
Ben Hogan.
 

 

 
 

 

Dlaczego Jordan Spieth wygrał Masters i jest numerem 1 na świecie ?

Wyobraźmy sobie pewnego przeciętnego gracza PGA Tour.

Jego statystyki z gier w 2015 roku wyglądają następująco:
a. Driving distance – 292 yardy i 63 miejsce w rankingach
b. Driving accuracy - 
61% i 88 miejsce w rankingach
c. 
Green in regulation – 66% i 81 miejsce w rankingach
d. Sand save – 55% i 58 miejsce w rankingach
e. Scrambling – 64% i 23 miejsce w rankingach
f. Putting z 3 stóp – 99% i 68 miejsce w rankingach
g. 
Putting z 5 stóp – 65% i 200 miejsce w rankingach
h. Putting  z 10 stóp – 26% i 154 miejsce w rankingach

Jak widać jego ogólne statystyki nie wyglądają nadzwyczajnie.
Z wyjątkiem scramblingu ( gdzie i tak jest 23 w rankingach) jego wyniki plasują go na bardzo dalekich miejscach. Gracz ten jak widać nie jest nadzwyczajny.

Spójrzmy teraz na statystyki „wygranych i straconych uderzeń” zwycięzcy Masters 2015 i pierwszego na Money list w 2015 roku z wygranymi ponad 4.900.000 usd, drugiego w rankingu światowym Jordana Spietha.

Strokes gained total – 2 miejsce w rankingach 2015
Strokes gained tee to green – 5 miejsce w rankingach 2015
Strokes gained putting – 4 miejsce w rankingach 2015.

Cóż więc ów bardzo przeciętny gracz PGA Tour, którego statystyki przytoczone są powyżej, powinien poprawić w swojej grze aby dorównać Jordanowi Spiethowi i wspiąć się na szczyt rankingu światowego ?

Wydaje się że najważniejsze byłyby:
Green-in-regulation, przynajmniej powyżej 70%
Putting z 5 stóp, przynajmniej powyżej 70%
Putting z 10 stóp, przynajmniej 40%

Gdyby osiągnął takie statystyki czy dorównałby on Jordanowi Spiethowi ?

Otóż zupełnie nie wiadomo, gdyż ów przeciętny gracz PGA Tour, którego statystyki są opisane to właśnie Jordan Spieth !

Jak widać z powyższego zestawienie klasyczne statystyki „statyczne” nie odzwierciedlają kompletnie poziomu gracza, natomiast statystyki „dynamiczne” czyli „zyskane i stracone uderzenia” jak najbardziej.
Obecni numer 2, 3 i 4 na świecie (Spieth , Stenson i Watson) mają następujące miejsca w statystykach dynamicznych (dane numeru 1 czyli McIlroya są obecnie niedostępne)

Strokes gained Total – Spieth  2, Stenson 
1, Watson 3
Strokes gained tee to green – Stenson 2, Speith 5, Watson 6
Strokes gained putting – Stenson 1, Spieth 4 , Watson 11


Wyraźnie więc widać jaką wartość mają statystyki „dynamiczne” w stosunku do „statycznych”.
W przypadku statystyk dynamicznych wyraźnie wiadomo co wpływa na wynik gracz, a gdzie traci on uderzenia.
Klasyczne statystyki „statyczne” niestety tego nie uwzględniają.

Program StrokeValue na smartfony pozwala bardzo dokładnie określić gdzie traci się uderzenia, czyli jednym słowem nad czym należy pracować aby poprawiać swój poziom gry.
Natomiast cały system
www.strokevalue.pl podpowie na dodatek jak należy trenować te właśnie elementy gry.



 

Dlaczego Adam Scott przegrał British Open 2012 ?

Z pewnością wielu z Was oglądało transmisję z 3 w tym roku turnieju Majors – British Open 2012.
Turniej ten wyróżnia się tym, że rozgrywany jest na polach typu „links” w trudnych warunkach pogodowych (wiatr, czasem deszcz).

Po dwóch pierwszych dniach sensacyjnie prowadził Brandt Snedeker, który jak mówił sam był tym zaskoczony.
Po trzecim dniu na zdecydowane prowadzenie wysunął się Adam Scott (-11 uderzeń).
Ostatniego dnia, na 4 dołki przed końcem miał on wynik -10 uderzeń, a więc wygraną praktycznie w kieszeni.

A jednak, golf jest całkowicie nieprzewidywalny i dopóki ostatnia piłka nie wpadnie do dołka to wszystko może się zdarzyć.
Adam Scott przegrał 1 uderzeniem z Ernie Elsem.

Dlaczego Adam Scott przegrał ?
Oto jego karta.

 

8929_Scott1.jpg

Co widać na ostatnich 4 dołkach ?
4 bogey pod rząd !


Czy wiecie ilu zawodników prócz Adama Scotta, z tych co przeszli „cut”, zrobiło 4 bogey pod rząd ?
Tylko 2.
Richard Sterne, który zajął 39 miejsce, a 4 bogey pod rząd trafiły mu się drugiego dnia turnieju, oraz Warren Bennett, który zajął 77 miejsce i który również zrobił 4 bogey pod rząd ostatniego dnia.

Tak więc Adam Scott zrobił coś, co zawodnikom na jego poziomie trafia się ekstremalnie rzadko.
Mało tego zrobił ostatniego dnia turnieju, w najbardziej niekorzystnym dla siebie momencie.
Dlaczego ?

Każdy kto oglądał jego grę na ostatnich dołkach widział jak Adam chybił 2 putty z 3-4 stóp, bardzo nieszczęśliwie wpadł do bunkra, z którego nie mógł uderzać na green i wreszcie chybił o włos ostatni putt, który dawał mu szansę na play off.
Co spowodowało tak fatalna grę na ostatnich decydujących dołkach ?


Odpowiedź jest prosta – PSYCHIKA.
Adam Scott gra zawodowo już wiele lat.
Był już numerem 2-3 na świecie, potem spadł na dalekie miejsca z powodów problemów z puttingiem (miał tzw. yips”).
Po zastosowaniu długiego puttera prawie wrócił na szczyt i stanął przed szansą pierwszego zwycięstwa w turnieju Majors o czym marzył.
Czy wyobrażacie sobie co działo się z jego psychiką na te 4 dołki przed końcem ?


Niestety tym razem jeszcze sobie z tym nie poradził, przegrał nie złą techniką, ale po prostu nie wytrzymał psychicznie.
O tym każdy amator również powinien pamiętać.
Czasem można grać bardzo dobrze technicznie i mimo to przegrać, gdyż w grze pod dużym napięciem, nawet najlepsza technika zawodzi.
Stąd tak ważne są specjalne treningi i gry strategiczne kładące nacisk na grę pod silnym napięciem.

Jeżeli chodzi o statystyki to zwycięzca czyli Ernie Els trafiał z tee shotu w fairway ze skutecznością 62%, w green-in-regulation ze skutecznością 79% (14 greenów średnio ! i najlepszy wynik w całym turnieju), jego średni dystans driverem wyniósł 298y i zrobił średnio 1,69 putta na dołek.
Adam Scott natomiast trafiał w fairway ze skutecznością 69%, w green-in-regulation ze skutecznością 68%, jego średni dystans driverem wyniósł 321y (!!!) i zrobił średnio 1,67 putta na dołek.
A więc jeszcze raz potwierdziła się stara golfowa prawda – „Daleki i nawet celny driver nie dadzą nigdy tego wyniku co celne trafianie w green”.
W grze w golfa liczy się przede wszystkim precyzja i doskonałe nastawienie psychiczne o czym boleśnie przekonał się Adam Scott.

A Tiger ?
Tiger zajął 3 miejsce i przesunął się na drugie miejsce w rankingu światowym !


 

Chcesz wygrać US Open ?

US Open to najtrudniejszy turniej golfowy – „Golf’s Toughest Test”, jak mówi zastrzeżone hasło tego turnieju.
Zresztą wystarczą parametry kilku dołków żeby zobaczyć z czym mierzą się najlepsi golfiści na świecie.
Par 4 – 520y, Par 3 – 247y, Par 5 - 670y !
Do tego dochodzą ultra-szybkie greeny, pochyłe i wąskie fairwaye, trudny rough no i oczywiście atmosfera turnieju, w którym grają najlepsi z najlepszych.
Jak grają i co grają ?

Zanim zaczniesz czytać dalej zobacz pięć wykresów poniżej i spróbuj odgadnąć jakich statystyk z gry dotyczą.
Wykresy te dotyczą 5 najlepszych graczy (Simpson, Thompson, McDowell, Toms, Harrington), środkowej piątki (Schwartzel, Mahan, Garcia, Z. Johnson, Fowler) i ostatniej piątki (Ames, Bradley, Pampling, Bohms, Ogilvie)
Wykres ich wyników wygląda następująco od 281 do 303 uderzeń.


4986_USscore.JPG

 

A oto wykresy kilku statystyk tych graczy, zgadnij czego one dotyczą.


Wykres 1

 

 2161_USdriver.JPG

Wykres 2

3932_USFH.JPG\
Wykres 3

 

8953_USgir.JPG

Wykres 4

 

2649_USputt.JPG

Wykres 5

 

5123_USscrambling.JPG

 

Z wyjątkiem pierwszego wykresu zależność jest widoczna, a najbardziej na dwóch ostatnich wykresach.


Pierwszy wykres przedstawia średnią odległość uderzeń driverem.
Jak widać nie ma żadnej zależności pomiędzy wynikiem punktowym a odległością osiąganą driverem.
Mało tego, pierwsza trójka uderzała driverem bliżej niż środkowa piątka.
Jeżeli dodamy do tego fakt, że daleko uderzający gracze jak Bubba Watson (330y), Rory McIlroy (311y), Dustin Johnson (312y) nie przeszli cutu, a Angel Cabrera (317y) zajął 47 miejsce, to zrozumiemy, że odległość na którą uderza się driverem nie ma dużego znaczenia w US Open.
I to na polu o bardzo dużych odległościach na par 4 i par 5.

Drugi wykres to celność trafiania w fairway z tee.
I tutaj już pojawia się niewielka zależność, im miejsce dalsze tym celność mniejsza.
U pierwszej piątki wynosi ona średnio 53% (to i tak nie jest dużo), u środkowej piątki wynosi 51%,
a u ostatniej 49%.
Celne trafienie w fairway (nawet bliżej) jest istotniejsze na trudnych polach aniżeli dalekie uderzenie w rough.

Kolejny wykres to ilość green-in-regulation, tutaj zależność jest jeszcze bardziej widoczna.
Pierwsza piątka 57%, ostatnia piątka o 10% mniej – 47%.
A więc precyzja i jeszcze raz precyzja.

Wykres 4 to ilość puttów, też widać wyraźny związek.
Im łączny wynik niższy, tym ilość puttów mniejsza.
Niewiele, 1-3 putty, ale na tym poziomie to bardzo, bardzo dużo.
Tiger Woods przegrał ten turniej właśnie z uwagi na putty (o czym poniżej).

Wreszcie ostatni wykres numer 5 gdzie zależność jest największa, to wykres tzw. scramblingu czyli zrobienia na danym dołku par lub lepiej, pomimo nie zrobienia green-in-regulation.
Scrambling doskonale mierzy jakość krótkiej gry i średniego puttingu (do 10 stóp).
U pierwszej piątki skuteczność scramblingu wynosi średnio 56% (normalny dobry wynik w PGA to powyżej 60%), u środkowej piątki wynosi 43% (czyli znaczny spadek),  a u ostatniej 37% (czyli naprawdę niedużo jak na zawodowców).

Tak więc podstawą do zwycięstwa w US Open jest doskonała krótka gra, bardzo dobry putting oraz celne trafianie w green i fairway.
Daleki driver nie przydał się nikomu, nawet zwycięzcy Masters 2012 Bubbie Watsonowi.
Tiger Woods zajął 21 miejsce (po dwóch dniach był 2) i niestety zgubiła go zbyt duża ilość puttów, średnio 31 na rundę.
To o 2 za dużo w imprezie te rangi.
Czołowa piątka miała średnio 28 puttów, Tigerowi wystarczyłoby 29.
A tylko te 2 putty mniej na rundę dałyby mu zdecydowane zwycięstwo w US Open 2012.

A Rory McIlroy ówczesny numer 1 na świecie ?
Niestety Rory znany jest ze swojej słabej odporności psychicznej na sukces.

Ubiegłoroczny Masters i British Open pokazały, że gdy Roremu wszystko wychodzi, to Rory niestety zaczyna grać źle.
Opromieniony sławą zwycięzcy ubiegłorocznego US Open, Rory nie przeszedł cutu w 5 z 6 turniejów w których ostatnio brał udział.
Za to kupił sportowego Bentleya i przeprowadził się do wspaniałego domu w ekskluzywnej miejscowości Jupiter na Florydzie, jednym słowem zaczął używaż życia.
I dobrze, w końcu jak mówią golf to nie jest sprawa życia i śmierci - golf to rzecz znacznie ważniejsza :-).

Tylko czekać kiedy Rory porzuci Karolinę Wozniacki i zacznie się afera seksualna Rorego, ma on w końcu niewiele ponad 20 lat.
Tiger się otrząsnał z golfowej rutyny i ruszył do ataku :-) w wieku ponad 30 lat, a więc Rory ma prawo zrobić to wcześniej.
No, chyba że zrozumie, iż jedno zwycięstwo w turnieju Majors to jeszcze nie jest najwyższy poziom golfa (takich jednokrotnych zwycięzców było bardzo bardzo wielu) i ponownie weźmie się do roboty. 

W ostatnim roku numer 1 na świecie zmienia się co chwila, obecnie jest to znowu Luke Donald, który też zresztą cuta w US Open 2012 nie przeszedł.
Pierwsza trójka tj Donald, McIlroy i Westwood zamienia się co chwila miejscami, ale UWAGA - kto jest obecnie 4 w rankingu ?
Tiger Woods - znowu wrócił na szczyt.


US Open 2012

 

Jak wiedzą wszyscy golfiści, na świecie są 4 główne turnieje golfowe, tzw. Majors.
Turniej Masters co roku na tym samym polu w Auguście, US Open co roku na innym polu, British Open co roku na innym polu oraz PGA Championship co roku na innym polu.
Jest jeszcze turniej Players rozgrywany co roku na polu TPC Sawgrass, który często zwany jest „piątym Majors” z uwagi na wysokie nagrody pieniężne, doskonałą oprawę i listę uczestników.
Wygrać którykolwiek turniej Majors to szczyt marzeń każdego golfisty, a co dopiero zwyciężyć w kilku z nich.
Do tej pory tylko Jack Nicklaus i Tiger Woods osiągnęli więcej niż 11 zwycięstw w turniejach Majors.
Jack Nicklaus 18 zwycięstw i Tiger Woods 14 zwycięstw.
Trzeci w tej klasyfikacji jest Walter Hagen z 11 zwycięstwami, a czwarty Gary Player z 9 zwycięstwami.

Turniej Majors to jak mówią Amerykanie „the ultimate challenge” czyli najtrudniejszy sprawdzian umiejętności golfisty.
Ultra szybkie greeny (prędkość od 12 wzwyż), wąskie i twarde fairwaye, trudne położenia dołka na greenie, to wszystko powoduje, że na turniejach Majors wynik na par jest dobrym wynikiem.

Spośród czterech głównych turniejów Majors jest jeden który zawsze jest najtrudniejszy – US Open.
Tak było, póki co jest i pewnie będzie.

W tym roku w czerwcu (14-17) US Open odbędzie się na polu Olympic w San Francisco (par 70, 7170 yardów)
Aby uświadomić sobie jak trudne będzie to pole podczas US Open 2012 spójrzmy tylko na jeden parametr, a mianowicie na długości niektórych dołków.
Dołek 1, par 4 – 520 yardów czyli długość par 5 dla amatorów
Dołek 3, par 3 – 247 yardów, a więc długość, na którą nie każdy amator uderzy driverem
Dołek 5, par 4 – 498 yardów, znowu długość zbliżona do krótszego amatorskiego par 5
Dołek 16, par 5 – 670 yardów, jeden z najdłuższych par 5 na świecie !

A więc czyż trudno się dziwić, że wynik na par w US Open to już sukces ?
A gdy dodamy do tego położenie dołków na greenie i bardzo szybkie greeny, to mamy obraz tego z czym zmierzą się najlepsi gracze na świecie – The Ultimate Challenge of Golf, najtrudniejszy sprawdzian umiejętności golfowych.

Trafienie w green to dopiero połowa sukcesu.
Dowiedział się o tym Payne Steward w 1998 roku na tym samym polu na 18 dołku.
Jego pierwszy putt na birdie z odległości zaledwie 8 stóp (4 kroki) chybił dołek i potoczył się …. 25 stóp (12 kroków) dalej. Kosztowało go to zwycięstwo, które zdobył Lee Jenzen.
Payne Steward przegrał 1 uderzeniem (tym właśnie puttem).
8 stóp, 4 kroki i chybiona piłka potoczyła się po lekkim spadku 12 kroków za dołek.
A mówimy o graczach najlepszych na świecie !

Czyż trudno się dziwić, że na polu przygotowanym do US Open w Torrey Pines w 2008 roku, jeden z najlepszych graczy amatorskich w USA, zawodowy futbolista Tony Romo, który posiadał handicap +2,5 (a więc taki jak najlepsi obecnie gracze w Polsce), zagrał wynik 84, czyli +13 więcej niż par pola ?
Pomyśl, handicap +2,5 (czyli normalna gra na 70 i poniżej) gra wynik +13 uderzeń.
Justin Timberlake posiadający handicap 7, zagrał wtedy wynik 98 !
Czy teraz wyobrażasz sobie jaka jest trudność pola przygotowanego do US Open ?

Ale najlepsze jest to, że każdy golfista świata może zagrać w US Open.
Oczywiście musi spełnić on szereg warunków, ale może.
Handicap minimum 1,4, a takich graczy jest tylko w USA ponad 28.000.
Wygrać lokalne eliminacje, w których startuje ponad 7.000 graczy, a tylko 500 kwalifikuje się dalej.
Wygrać regionalne eliminacje, w których startuje około 1.000 graczy, a tylko 80 kwalifikuje się do US Open.
A więc droga otwarta – można próbować :-)
W tym roku już za późno ale w przyszłym jak najbardziej.

Kto wygra w tym roku ?
Rory McIlroy ? Luke Donalds ? Bubba Watson ? Tiger Woods? Phil Mickelson ?
US Open to zawsze wielka loteria, gdyż to najtrudniejszy turniej.
Od 1946 roku tylko 10 graczom udało się wygrać US Open więcej niż 1 raz.
Czy w tym roku dojdzie 11 ?

 

 

Golf i Golfiści


W golfa grają setki milionów ludzi na świecie, nie licząc graczy zawodowych.
Jak wygląda „kariera” przeciętnego golfisty ?
Z badań przeprowadzonych w wielu krajach wynika, że 90% graczy rozpoczyna swoją grę w golfa od kursu lub indywidualnych lekcji z Pro.
Początkujący gracze są na ogół dosyć umotywowani i poświęcają tyle czasu ile mogą na własne ćwiczenia i ewentualnie gry na polu.
Następnie po zdobyciu pierwszego handicapu (na ogół od 30 do 36) ilość ich ćwiczeń własnych zaczyna spadać.  Zaczynają poświęcać sporo czasu na samą grę, niektórzy zaczynają grać w turniejach.

Im handicap gracza niższy, tym rzadszy staje się jego kontakt z Pro i treningi z prawdziwego zdarzenia.
Gracze z handicapami w okolicach 18 bardzo rzadko starają się doskonalić swoje umiejętności techniczne w drodze konsultacji czy treningów z Pro.
Im dalej, tym gorzej tj. gracze z handicapami jednocyfrowymi w zasadzie nigdy już nie korzystają z żadnych kursów.
Jeden z bardziej znanych polskich golfistów amatorów, grający w golfa już kilkanaście lat wprost niedawno stwierdził, że z konsultacji z trenerem nie korzystał i nie zamierza.
Zupełnie odwrotnie niż Rory McIlroy czy Tiger Woods :-)

Efektem takiego podejścia przeciętnego amatora jest jego poziom gry.
Przeciętny hcp w Polsce wynosi 27, a nawet w USA gdzie graczy jest znacznie, znacznie więcej przeciętny hcp wynosi 18.
Są to handicapy wysokie, biorąc pod uwagę, że często gracze ci grają w golfa po kilkanaście lat.

Jak wygląda to od strony zawodowców czy najlepszych juniorów.
Każdy z nich nie tylko ma trenera pod którego opieką ćwiczy, lecz realizuje konkretny program treningowy, ucząc się techniki znacznie szybciej od przeciętnego gracza.
Dojście do handicapu 0 (co jest nieosiągalnym marzeniem przeciętnego golfisty amatora) zajmuje najzdolniejszym juniorom od 6 do 8 lat, w którym to okresie przeciętny amator osiąga poziom handicapu 14 w najlepszym przypadku.
Wystarczy spojrzeć na 3 najlepszych obecnie polskich golfistów – Adriana Meronka, Mateusza Gradeckiego i Jana Szmidta jr.
Wszyscy trenują w klubie Toya i wszyscy realizują konkretne plany treningowe od początku swojej gry w golfa.
Mieli swoich trenerów i stąd ich postęp w grze jest tak szybki w porównaniu do przeciętnego amatora.
Argumenty finansowe nie są tutaj żadnym wytłumaczeniem.
Jeżeli każdy gracz z handicapem od 25 do 12 poświęcałby na konsultacje z Pro zaledwie 2 godziny w miesiącu i potem realizował sensowne plany treningowe, to osiągnięcie handicapu jednocyfrowego w okresie 4-5 lat było normą !


A koszt tego rodzaju konsultacji wyniósłby tyle co 1-2 gry na polu w zależności od stawki trenera.

Jeżeli ktoś chce robić systematyczne postępy w grze to niestety ale musi stale poprawiać poziom techniczny wielu różnych uderzeń.
Nie tylko długiej gry lecz również puttingu, chippingu, gry z bunkra, a także stale pracować nad swoją strategia gry.
Uderzanie piłek na driving rangu nie jest najbardziej produktywnym rodzajem treningu.
Wszystko to nie jest tak skomplikowane jak się wydaje pod warunkiem, że posiada się sensowny plan treningowy, realistyczne cele i stałego trenera (Pro), który regularnie (nawet raz na miesiąc) poprawia różne elementy techniczne.

Czy wyobrażacie sobie jakiegokolwiek zawodowca z pierwszej setki na świecie który nie ma swojego trenera i swoich planów treningowych ?

Tak więc drodzy golfiści amatorzy, jeżeli chcecie osiągnąć upragniony handicap jednocyfrowy, przełamać granicę 100, 90 czy 80 uderzeń powinniście zacząć ćwiczyć sensownie i pod okiem Pro.
Wasze wyniki przyjdą szybciej niż się spodziewacie.



Fenomen

A jednak tacy ludzie istnieją.
Amator uderzający driverem ponad 300 yardów czyli ponad 270 metrów, a woodem 3, ponad 260 yardów (240 m).
Zgłosił się do mnie na lekcje golfa, lekcje w liczbie mnogiej.
Głównie chodziło mu o grę na polu (on-course lesson) ale uważał, że normalne lekcje też mu coś dadzą.
Póki co poszliśmy zagrać na 18 dołkowe pole.
Pierwszy raz w życiu widziałem amatora uderzającego tak daleko nie tylko driverem i woodem ale również ironami (i7 – 165m, pitching - 120m).
Zaczęliśmy grać, ja jak zwykle w takich przypadkach samymi ironami (do i4), on pełnym zestawem.
Pole Blue Canyon z niebieskich tee to trudne pole, wynik poniże 80 jest dużym sukcesem dla amatora.
Slope pola to 137, rating 74, pole ma 6.664 yardy, a warto wiedzieć, że w Tajlandii piłka toczy się o połowę mniej po fairwayu.
Mistrzostwo klubu wygrywa się wynikami 75-76.

Jego gra była …. jak rakieta Wostok, gdyż był to Rosjanin.
Driver faktycznie był na 300y, a rekord wyniósł 320y, wood3 grał jak marzenie.
Był tylko jeden problem – skuteczność trafiania w fairway, a raczej trafiania gdziekolwiek.
Generalnie skuteczność z tee miał 50% czyli kompletnie losowo.

Miał jednak coś jeszcze bardziej fenomenalnego niż driver.
Grę wedgami, których miał 4 – 60, 55, 51 i pitching.
W trakcie owej gry miał 9 sytuacji gdy atakował green z odległości od 60 do 120m.
Wiecie jaką miał precyzję ataku wedgami ?

Zerową !
Na te 9 sytuacji ANI RAZU nie trafił w green !
Putting miał przyzwoity, chipping też jaki taki.
Ale nie potrafił trafiać w green.
Zagrał wynik 97 (ja tylko ironami wynik 85) z 1 green-in-regulation (iron 5 z ponad 170 m)

Jak trafiał w fairway (1 na 2 razy) to był o 50-60m przede mną.
Ja atakowałem green ze 140-160m i miałem średnio 40-60% skuteczność, on ze 100 m i skuteczność zero.

Po raz kolejny potwierdziła się teza, że dalekie uderzenia driverem i woodami są przydatne jedynie pod warunkiem dobrej gry wedgami i krótkimi ironami.
Należy jeszcze dodać, że ów fenomen gra w golfa ok. 15 lat i ma niby handicap 9, ale tak naprawdę coś około 18. 

  

Czego można nauczyć się od początkujących graczy z Rosji

Golf w Rosji jest póki co bardzo mało popularny, ilość pól golfowych na terytorium przewyższającym terytorium Polski wiele razy jest mniejsza niż w Polsce.
Ilość graczy podobna, pomimo, że mieszka tam 5 razy więcej ludzi.
A jednak polscy golfiści amatorzy mogą nauczyć się od początkujących graczy rosyjskich kilku rzeczy.
Zresztą podobne zjawisko występuje u wielu różnych graczy z wielu krajów, ale szczególnie ostro widać to na przykładzie właśnie u Rosjan.

Oto jakie ma podejście do gry Rosjanin, który jeszcze nie ma handicapu i gra na poziomie 120-130 uderzeń.

1. Oczywiście wyjmuje driver gdy tylko może.
Uświadomieniu mu, że przez to traci około 15 punktów (kary za wodę, OB. itp.) nie przynosi żadnego efektu. Driver musi być i koniec.
Gra samymi ironami na poziomie 83-85 nie daje takiego zadowolenia jak uderzenie driverem choćby do wody ale daleko.
Pokazanie, że na niektórych dołkach par 5, uderzenie z tee driverem nie daje nic z wyjątkiem ryzyka, to rzucanie grochem o ścianę.

2. W uderzeniach na green z odległości od 10 do 30 metrów stosuje wyłącznie sandwedge oraz możliwie wysoki pitch shot.
Wszelkie próby przekonania go o tym, że chip&run jest w niektórych sytuacjach o niebo bardziej skuteczny spotykają się z odpowiedzią „ale nie wygląda ładnie”.
Podobnie rzecz ma się z niskim, płaskim uderzeniem na wietrze lub spośród drzew.
„Nie będę tak grał” i koniec :-)

3. Wykonuje 45-50 puttów przy łącznej ilości uderzeń 115-120, natomiast czas poświęcony na trening puttingu wynosi na ogół 1/100 czasu poświęconego na uderzenia ironami i driverem „gdzieś w przestrzeń”.
Tłumaczenie, że gdyby tylko robił o 10 puttów mniej to osiągnąłby wymarzony wynik poniżej 110 nie daje żadnego rezultatu.

 

4. Zaczynając lekcje lub szkolenie mówi „chcę dojść do handicapu 36 i grać regularnie na poziomie 100 uderzeń”. Doskonałe określenie celu nauki w danym momencie !
Natomiast gdy ze statystyk gry okazuje się, że przy ilości uderzeń 120 może on spokojnie grać 100-105 pod warunkiem wykonania 36 puttów (a nie 45) oraz zaledwie 20% up&down z okolic greenu, to informacja tak jest kompletnie ignorowana.
Uderzenia ironami i driverem przesłaniają wszystko :-)

Czy rozpoznajesz niektóre z Twoich zachowań ?
Może to być dla Ciebie jakaś nauka :-) ?

W Rosji jest obecnie znacznie więcej kobiet-golfistek z handicapami +2,5 do 5 (dwaj najlepsi golfiści amatorzy w Rosji to kobiety !) niż w Polsce.
Ilość amatorów z handiacapmi do3 wynosi 16 osób (w Polsce 19), natomiast w tej grupie jest w Rosji 6 kobiet,

a w Polsce tylko 1.


Jest to wg mnie kolejny dowód, że „samcze” podejście do golfa (driver, wysokie pitche, kiepski putting) nie jest skuteczne, a spokojne, logiczne i pracowite podejście kobiet daje doskonałe efekty.
Zresztą wśród moich rosyjskich uczniów kobiety reprezentują znacznie lepsze perspektywy rozwoju niż mężczyźni.
Wystarczy, że ciut ciut wydłużą odległości uderzeń (o 10-15 metrów), a ich wyniki obniżą się do 85-90 w krótkim czasie.
Ich mężowie uderzający czasem driverem 230metrów do wody będą o takich wynikach marzyli przez kolejne lata, o ile nie zmienią swojego podejścia do strategii gry w golfa.

 

 

Doradcy” i tajemnice puttingu

Każdy golfista który gra parę miesięcy zetknął się z „doradcami” czy to na driving rangu czy to w grze.
„Doradcy” funkcjonują także na forach golfowych.
Kto to jest „doradca” ?

To gracz, który długo gra i to jest jego dominująca cecha.
Poziom jest bardzo różny, ale staż gry imponujący.
Im dłużej gra, tym więcej ma do powiedzenia.
Gdyby staż gry decydował o poziomie to większość „doradców” grałaby w Tour PGA.
„Doradca” ma mnóstwo do powiedzenia, mnóstwo porad i aż dziw, że sam z nich nie skorzysta.
Zna się na wszystkim, im element bardziej skomplikowany, tym więcej ma do powiedzenia.

Kiedyś śledziłem dyskusje „doradców” na jednym z polskich forów golfowych na temat puttingu.
Jakiś biedny początkujący golfista zadał niewinne pytanie o położenie piłki w setupie puttingu.
Pytanie jak najbardziej sensowne, bo w tej materii jest sporo różnych punktów widzenia.
Dostał się jednak pod ostrzał kilku doradców, którzy błyskawicznie przenieśli dyskusję z rzeczywistego pytania na dywagacje na temat kto jest najlepszym „guru” puttingu na świecie.
Dave Peltz, Stan Utley, Dave Stockton czy Geoff Magnum.
Sypali nazwiskami jak z rękawa, mało tego każdy z „doradców”, który na oczy nie widział z bliska żadnego z w/w drobiazgowo rozważał jego wady i … głównie wady bo „doradca” specjalizuje się w krytyce.

Jeden z nich stwierdził bez ogródek, że prócz Geoffa Magnuma nikt się na puttowaniu nie zna, bo „Peltz przereklamowany”, „Utley do d…” a „Stockton ma teraz dobry marketing”.
 Uśmiać się było można słuchając wywodów golfistów z kraju, gdzie średni handicap wynosi 27, na temat czołowych nauczycieli puttingu z których usług korzystają najlepsi gracze na świecie.

Gdy w dyskusji zadałem pytanie na temat Mariusa Filmaltera (jeden z najlepszych obecnie specjalistów od puttingu, który konsultuje całą czołówkę PGA Tour) „doradcy” powiedzieli „nie znam” (przynajmniej szczerze), „jakiś pomylony Niemiec” (to prawda, że pochodzi z Niemiec), „eee tam co on wie” (no chyba trochę wie bo zarejestrował i przeanalizował 50.000 puttów światowej czołówki).
Tak więc „doradcy” z owego forum skreślili w mgnieniu oka fachowca z usług którego korzystają najlepsi gracz świata.
Ciekawe co by powiedzieli (i czy w ogóle słyszeli) o Miku Taylorze, który jest trenerem puttingu obecnego numeru jeden rankingu puttowania PGA Tour Lukasa Glovera ?

Inną cechą „doradcy” jest to, że radzi nie proszony.
Ostatnio grałem 18 dołków treningowo, tj. wynik się nie liczył, a próbowałem różnych uderzeń, bezpiecznej gry, spot dystansów itd.
Również w zakresie puttowania próbowałem pewnej nowej rutyny.
Graliśmy we trójkę, ja i z dwóch nieznajomych.
Jeden z nich okazał się „doradcą”.


Po czterech dołkach na których ja zrobiłem 4 bogey (ćwiczyłem bezpieczna grę bez drivera, wyłącznie ironami), a ów „doradca” jedno „double”, dwa bogey i jeden par, zwrócił mi (niepytany) uwagę
„czy wiem, że moja rutyna przed puttowanie jest nieprawidłowa”.
„Aha” powiedziałem „a o co chodzi” ?
„Doradca” (jak się potem dowiedziałem z hcp 15) wyjaśnił mi, że Rory McIlroy (i ów „doradca” też, czego nie omieszkał podkreślić) nie robią zamachów próbnych, a ja robię.

Z głupia frant zapytałem „a w czym to szkodzi ?”.
„Doradca” odpowiedział pewnym głosem „bo bez nich jest lepiej”.
No z takim stwierdzeniem faktycznie trudno polemizować więc umilkłem.


Drugie 9 dołków grałem normalnie i zrobiłem 37 (na pierwszych 44, bo przypadkiem jeden par mi wyszedł).
Mój „doradca” po zagraniu przeze mnie dołków 10, 11 i 12 (2 par, jedno birdie z putta 15 stóp), powiedział „widzisz od razu lepiej jak to zrozumiałeś”.
Pomijam, że oczywiści w dalszym ciągu robiłem swoje 3 zamachy próbne w puttowaniu.
I o czym tu z takim rozmawiać ?

Znałem wielu „doradców” z handicapami od 12 do 10 którzy grali ponad 15 lat, czym nie omieszkali się pochwalić. Gdyby czas gry przekładał się na handicap to powinni mieć +5.
Nikomu z nich nie przychodziło do głowy, że ich „rady” są chyba g… warte, skoro oni stosując się chyba do nich i grając ponad 15 lat nie mogą zejść poniżej hcp 10.
Co ciekawe bardzo dobrzy gracze amatorscy (tacy z hcp poniżej 5) raczej rad nie udzielają (chyba że poproszeni), a jeżeli już, to na ogół są to rady bardzo sensowne w rodzaju „musisz więcej ćwiczyć chipping z większego roughu”.

Osobiście myślę, że zjawisko „doradztwa” wynika w dużej części z osobistej frustracji.
Ponieważ samą grą niewiele mogą udowodnić, to przynajmniej coś „doradzą”.
Nie wiem czy tak jest, ale „doradców” jest znacznie więcej niż dobrych graczy.

Zacząłem od puttingu, który jest według mnie nie tylko jednym z najważniejszych elementów gry w golfa, lecz również jednym z najbardziej „magicznych”.
Technika puttowania jest stosunkowo prosta w porównaniu do full swingu czy nawet pitchingu, a jednak dobry Putter robi regularnie 28-29 puttów, a przeciętny 31-32.
Opinii w/w specjalistów od puttowania jest wiele i niektóre sprzeczne np. wspomniane położenie piłki w setupie.
Niektórzy radzą aby piłka była dokładnie na środku postawy i dokładnie pod linią oczu, a inni (z czego korzysta np. Phil Mickelson), że piłka powinna być bardziej z przodu, a oczy za piłką.
Jak jest prawda ?

Otóż prawdy nie ma, podobnie jak nie ma prawdy w typie swingu, gdzie wystarczy popatrzeć na swing Jim Furyka i Mata Kuchara. Obaj są graczami światowej czołówki i obaj mają nie tylko kompletnie różne swingi lecz również technicznie „nieprawidłowe”.


Czy ktoś zastanawiał się jak trzyma nóż i widelec i jak czynią to inni ludzie.
Sposobów jest wiele i każdy jest dobry, gdyż każdy stosowany sposób pozwala poprawnie i „skutecznie” jeść.
Dlaczego ?
Gdyż był „ćwiczony” od wielu, wielu lat.
Podobnie jest z puttingiem, pitchingiem czy full swingiem.
Jeżeli ćwiczone są one od wielu lat i nie są sprzeczne z podstawowymi zasadami fizyki i anatomii to każdy z nich może być skuteczny.
W puttingu zawsze zastanawia mnie dlaczego mało kto (bo paru jest) puttuje patrząc na dołek, a nie na piłkę.
W każdym innym sporcie gdzie chodzi o trafienie w cel patrzy się na cel, a nie na „urządzenie” które się trzyma w rekach.
W klasycznym puttingu jest inaczej.
Dlaczego ?
Nie wiadomo.

W puttowaniu jest wiele, wiele elementów, które mogą być „dowolne” i mimo to nie mieć wpływu na skuteczność puttowania.
Rodzaj puttera, chwyt, szerokość ustawienia stóp, pozycja piłki, tempo, rutyna itd. itd.
Zobacz jak stoi Padraig Warrington, zobacz jak trzyma kij Chris DiMarco, zobacz jaką rutynę wykonuje Phil Mickelson, a jaką Rory McIlroy.
Każdy może dobrać poszczególne elementy tak jak mu pasuje.
Putting będzie skuteczny pod 3 warunkami:
1. Kontakt z piłką nastąpi „sweet spotem”, co zapewnia adekwatne przeniesienie energii puttera na piłkę
2. Tempo całego ruchu puttowania (zamach i follow through) będzie stałe. Może być szybsze lub wolniejsze ale powinno być stałe.
3. Będzie ćwiczył „swoje” ustawienia wystarczająco długo i poprawnie.

Co do pierwszych dwóch warunków zgodni są wszyscy specjaliści od puttingu i te dwa to podstawowe wymagania techniczne puttowania.
Trzeci warunek jest oczywisty, nawet uderzając piłkę drugą stroną główki puttera i ćwicząc to po kilka godzin dziennie przez wiele lat będziemy skutecznie puttować.

Innym, niesłychanie ważnym elementem puttowania jest psychika gracza.
Nawet Ben Hogan przestał grać w golfa z powodu problemów z puttingiem.
Najlepsza technika nie zda się na nic jeżeli w decydującym momencie zawiedzie psychika.

Wkraczamy tutaj w „magiczne” aspekty puttowania.
„Wiara góry porusza” mówi przysłowie i podobnie jest w puttowaniu.
Oto tylko 4 zasady dotyczące psychiki w puttowaniu, zastosuj je w grze i zobacz co to da.

1. Oszacuj odległość pomiędzy piłką a dołkiem oraz nachylenie greenu.
Nie da się tego nauczyć, to trzeba nabyć.
Im dłużej i częściej będziesz to świadomie robić tym efekt będzie lepszy.
Następnie ponownie skup wzrok na celu i tu kończy się Twoja świadomość.

2. Wyłącz świadomość.
Stwórz swój własny rytuał (zwany rutyną) aby odwrócić uwagę umysłu, który stara się wszystko kontrolować.
Twój mózg już wie co zrobić, pozwól na to automatycznie, bez myślenia i chęci kontroli.
czy gdy chcesz trafić z odległość metra papierową kulka do kosza to myślisz o tym jaki zamach zrobić i które mięśnie uruchomić ?
A przecież trafisz w 99% przypadków.

W puttingu zrób podobnie.

3. Wierz w siebie.
 Wystrzegaj się przeświadczenia, że miałeś szczęście lub pecha.
Za każdym razem przygotuj się dokładnie tak samo, budując przekonanie, że możesz pobić swój rekord za każdym razem.
Trafiłeś – super, chybiłeś – trudno, trafisz następnym razem.

4. Ćwicz tak dużo, jak to możliwe.
Mózg lubi powtarzalne czynności. Gdy będzie już wiedział, że jesteś przygotowany, aby wykonać jakieś zadanie, przełączy się na tryb automatyczny.

Puttowanie może najłatwiej poprawić lub popsuć Twój wynik.
Nikt z amatorów nie ćwiczy puttingu wystarczająco dużo.
Poświeć na putting 10-15 minut dziennie, codziennie przez 3 miesiące, a Twój wynik poprawi się nawet o 5 uderzeń.


Więcej o puttowaniu można poczytać na stronach http://www.handicapgolf.pl/hg-krtkiputting-1.php oraz http://www.handicapgolf.pl/hg-dlugiputting-1.php

Można również skorzystać z naszego programu „Mistrz Puttowania” który wysyłamy wszystkim naszym użytkownikom.

A na zakończenie ?
Spróbujcie przy najbliższej okazji zapytać jakiegoś „doradcę” o elementy psychologiczne w puttowaniu oraz o najnowszy „wynalazek” w zakresie statystyk puttingu tzw. wygrane putty, zobaczymy co powie.

 

 

4 główne błędy golfistów amatorów

 
W okresie wakacyjnym miałem okazję zagrać na kilku polach w Europie i obserwować wielu golfistów amatorów nie tylko
z Polski.
Niemcy, Polacy, Francuzi i Austriacy na poziomie handicapu od 10 do 36 popełniają wiele tych samych błędów, których korekta jest stosunkowo prosta i w krótkim czasie może ona spowodować znaczącą poprawę wyników.

Jakie są to błędy ?
Oto 4 najważniejsze.

1. Niestaranna rutyna przed uderzeniem.
To jest widoczne w 90% przypadków.
Gracze niby wiedzą, że należy wykonać „pewien zestaw czynności” przed uderzeniem piłki, ale nie mają jasności co do tego jaki i po co.
Rutyna (a raczej jej brak) jest bardzo przypadkowa i chaotyczna.
Rzadkością jest amator z handicapem powyżej 10 posiadający stałą i niezmienną rutynę.

Czemu służy rutyna i jak powinna ona wyglądać ?
Dobra rutyna ma kilka celów:
a. Określenie głównych niebezpieczeństw (woda, OB, las itp.) na drodze piłki
b. Określenie miejsca w które mierzymy i gdzie chcemy skierować piłkę
c. Wybór odpowiedniego kija w zależności od dystansu, wiatru, ukształtowania dołka, „lie” i położenia piłki.
d. Rozluźnienie ciała i koncentracja psychiczna
e. Bardzo dokładne ustawienie się na cel i cały setup przed uderzeniem piłki

Wszystkie wyżej wymienione cele powinny być osiągnięte aby w ogóle myśleć o idealnym uderzeniu.
Jak to osiągnąć ?

Oto przykład rutyny przed uderzeniem, która je wszystkie realizuje.
a. Stań za piłką i spójrz w kierunku w którym chcesz ją uderzyć. Zobacz czy na prawo i na lewo od jej lotu nie ma niebezpieczeństw i w zależności od tego wybierz najbezpieczniejszy kierunek.

b. Określ dokładnie miejsce w którym chcesz aby piłka upadła. Zmierz dystans do tego miejsca i określ czy przed nim i za nim nie ma niebezpieczeństw. Wybierz takie miejsce gdzie jest duży margines błędu zarówno przed nim jak i za nim. Da Ci to pierwsze oszacowanie kija którego należy użyć.

c. Określ siłę wiatru, wzniesienia i spadki terenu, „lie” i położenie piłki i na podstawie punktu „b” powyżej oraz tych elementów dokonaj definitywnego wyboru kija.
Przyjmij proste zasady aż do handicapu 10:
- uderzasz pod wiatr – weź kij o 2 numery niższy, uderzasz z wiatrem weź kij o numer wyższy.
- uderzasz na wzniesienie – weź kij o numer niższy, uderzasz na spadek weź kij o numer wyższy
- uderzasz z trudnego „lie” i trudnego położenia piłki – weź kij o numer niższy
I zasada najważniejsza – jeżeli pojawia się myśl „może mi się uda” przyjmij, że na pewno Ci się nie uda i wybierz inny kij, kierunek czy miejsce upadku piłki.

Nie zawsze te zasady się sprawdzą w praktyce, ale pozwolą statystycznie uniknąć największych błędów.

Wszystkie te 3 punkty „a-c” należy wykonać stojąc spokojnie za piłką. Nie powinno to zająć więcej niż 15-20 sekund, choć na początku może trwać dłużej.

d. Stań za piłką równolegle do linii uderzenia i wykonaj od 1 do 3 uderzeń próbnych.
Więcej naprawdę nie ma sensu, to nie jest czas na naukę techniki.
Te próbne uderzenia powinny być jak najbardziej zbliżone do uderzeń prawdziwych w sensie rytmu, zamachu oraz celowania w jakiś punkt na trawie.
Zajmie to kolejne 5-10 sekund.

e. Stań za piłką na linii strzału i bardzo dokładnie „zobacz” linię ustawienia ciała i tor po którym ma polecieć piłka. Podejdź do piłki  z lewej strony patrząc cały czas na cel i najdokładniej jak potrafisz ustaw swoje ciało (stopy, kolana, biodra, ramiona) równolegle do linii celu.
Przyjmij dobrą pozycję setupu dbając aby być w równowadze na całych stopach.
Zajmie to 10-15 sekund.

f. Uderz piłkę.

Całość tego typu rutyny, spełniającej wszystkie opisane warunki zajmie od 25 do 35 sekund co jest okresem naprawdę długim.

Rutyna przy chippingu, pitchingu, gry z bunkra i puttingu jest bardzo podobna, z tym, że w tych czterech przypadkach należy jeszcze poświęcić trochę czasu na dokładne obejrzenie greenu.
Rutyna wydłuży się do 40-50 sekund, a w przypadku puttowania nawet do minuty.

Całość i zautomatyzowanie tych wszystkich czynności spowodują lepszą koncentrację przed uderzeniem i co za tym idzie jego lepszą celność.

2. Wybór kierunku uderzenia
Jest to jedna z części rutyny i skoro rutyna jest uboga to i ta jej część nie jest dobra.
U amatorów dominuje słowo „może” to znaczy może się uda.
Wybór kierunku uderzenia jest bardzo często „na styk” z wodą, OB, dystans „na styk” z greenem itp.
Amator liczy na cud wykonując swoje uderzenie i im handicap wyższy, tym cud musi być większy.

Oglądałem kiedyś film z Robertem Karlssonem na którym grał on 18 dołków i w trakcie wyjaśniał swoje postrzeganie sytuacji
i strategię, którą wybierał.


Utkwiły mi w pamięci 2 jego komentarze.
a. Wykonując uderzenie z tee na fairway Karlsson zakładał dodatkowy „pas bezpieczeństwa” o szerokości 10 metrów od brzegów fairwaya.
Jak mówił może się zdarzyć, że piłka spadnie na kamień, stwardnienie ziemi i wyleci poza fairway pomimo dobrego uderzenia.
Tak więc nawet on zakładał nieprzewidziane okoliczności.
A co mówić o amatorze z handicapem 30, u którego dochodzi jeszcze bardzo możliwy błąd techniczny ?
Zawsze należy zakładać kilkumetrowy margines błędu po obu stronach zamierzonego lotu piłki i im handicap wyższy tym margines błędu powinien być większy.
Dobry wynik bierze się bowiem nie tylko z dużej ilości par i birdie, ale przede wszystkim z braku wyników powyżej bogey czy double bogey dla wyższych handicapów.
I temu właśnie służy bezpieczeństwo w grze.

b. Drugi komentarz Roberta Karlssona dotyczył oczekiwanego wyniku na danym dołku.
Parząc na dołek i warunki zewnętrzne Karlsson określał czy będzie atakował (dążąc do birdie) czy też zadowoli się par
i jak powiedział „idzie dalej”.
W przypadku amatorów to odpowiedź na pytanie czy „odpuszczam” dany dołek i robię celowo bogey (lub double bogey dla wyższych handicapów) czy też nadmiernie ryzykuję dążąc do par, co może zaowocować double bogey dla niższych handicapów lub wynikiem +3,+4 dla wyższych.
Proszę pamiętać, że handicap 10 „ma prawo” do 10 bogey i prawidłowe ich rozplanowanie da efekt w postaci stałej, równej
i powtarzalnej gry, co prędzej czy później przełoży się na niższy wynik.

Tak więc nie liczmy na „może”, zawsze liczmy na „na pewno tak”.
Może to nie da takiego „fun” jak mówią niektórzy, ale da wynik.
Jeżeli gram dla „fun” to lepiej nic nie zapisywać na score card, bo przeciez gramy dla „fun”.

3. Brak praktyki w krótkiej grze
To, że krótka gra traktowana jest „po macoszemu” przez 90% golfistów amatorów to wiedzą wszyscy, nawet owi amatorzy.
Najwyższej klasy zawodowcy poświęcają na trening chippingu i pitchingu znacznie więcej czasu niż na uderzenia ironami
i woodami na odległość.
Każdy kto zrozumie, że golf to gra na precyzję, a nie na odległość zrobi szybko duże postępy.
Widziałem wielu graczy amatorów w okolicach handicapu 10, których długa gra była naprawdę bardzo dobra.
Uderzali piłkę daleko i celnie.
Jednak człowiek jest tylko człowiekiem i skoro czołówka PGA Tour robi 14-16 green-in-regulation to znaczy, że nawet oni czasem chybiają.
A co mówić o amatorze z handicapem 15 ?
Dlatego krótka gra i zrozumienie jej zasad (patrz na naszych stronach) ma tak duże znaczenie żeby uratować par, bogey czy double bogey (dla wyższych handicapów).

Krótką grę należy pokochać bardziej niż uderzenia driverem na 300 m (które i tak nigdy się nie zdarzą), a golf odpłaci to przełamaniem bariery 100, 90, czy 80 w zależności od poziomu gracza.

4. Niestaranny putting

Co da uderzenie driverem na 250m, jeżeli potem na greenie chybia się putt z 3 stóp ?
Da to samo co uderzenie woodem 5 na 180 m i trafienie owego putta.
Putting to w zasadzie esencja golfa na wyższym poziomie.
Trafianie 100% puttów z 3 stóp i 50% z 6 stóp to gwarancja nie tylko bardzo dobrych wyników, ale też olbrzymia satysfakcja.
Putting to chyba jedyny element gdzie pracowity amator może osiągnąć poziom zawodowca z PGA Tour.
Może zajmie mu to lata, lecz jest to możliwe.
Osiągnięcie tego samego w długiej grze jest niemożliwe z założenia.
mało tego putting może ćwiczyć wszędzie – w domu, w biurze na dowolnym dywanie czy specjalnej macie.
Nie ma ograniczeń dojazdu na pole, deszczu, śniegu, mrozu  itp.

Tymczasem obserwacja puttowania wielu amatorów to raczej smutna sprawa.
Brak lub niestaranna rutyna, nieadekwatne odczytanie greenu, niestaranne ustawienie główki puttera na obrany kierunek (który i tak jest zły), niezrozumienie zasad kontroli dystansu w puttowaniu, nierówny rytm i tempo puttowania – to wszystko powoduje, że co najmniej 4-5 uderzeń jest „traconych” na greenie.
Nasz serwis od września rozpoczyna „zimową szkołę puttowania”, której celem jest zbudowanie solidnych podstaw technicznych puttingu poza sezonem.
Informacje na ten temat roześlemy osobno.

I takie są właśnie 4 główne błędy graczy-amatorów.
Ich korekta to odrobina dobrej woli i trochę czasu poświęconego na to, co naprawdę może zapewnić dobry wynik.
W dwóch przypadkach miałem do czynienia z uzyskaniem rekordowych wyników (dwa razy wynik 79) dla graczy z handicapem 15 oraz handicapem 14, po zastosowaniu się do paru prostych rad dotyczących puttingu, chippingu i strategii gry po zaledwie
1 lekcji.
Pokazuje to jak niewiele czasem trzeba poprawić aby gra przeniosła się na zupełnie inny poziom.

 

Paradoks golfisty

Wyobraź sobie, że masz sklep lub firmę.
Twoimi klientami są osoby indywidualne.
Twoje przychody rozkładają się następująco:
a. Od grupy osób z sąsiedniej ulicy wpływa 40% wszystkich Twoich przychodów
b. Ich dzieci dostarczają dodatkowo 16% Twoich przychodów.
c. Od grupy osób mieszkających 2 ulice dalej wpływa 26% Twoich przychodów
d. Od mieszkańców osiedla położonego trochę dalej 16%
e. Wreszcie przypadkowi klienci dostarczają Ci 2 % przychodów
Łącznie to 100% Twoich przychodów.

Teraz pytanie.
O którą grupę Klientów będziesz dbać najbardziej ?
Komu będziesz poświęcać najwięcej czasu ?
Dla kogo przygotujesz ewentualne promocyjne oferty ?

Zastanów się i napisz w kolejności litery grup.

Sądzę, że w dzisiejszym polskim rozwiniętym kapitalizmie znakomita większość z Was napisze „a”, „c”, ”b”,” d” i „e”.
A biorąc pod uwagę, że grupa „b” to dzieci grupy „a” więc w zasadzie znakomitą większość czasu i najlepszą obsługę poświecisz pewnie grupom „a” i „b” łącznie.

Kolejne pytanie.
Jaki będzie stosunek Twojego czasu poświęconego poszczególnym grupom ?
Czy grupie „a” i „b” łącznie (to 56% Twoich przychodów !) poświęcisz dwa razy więcej czasu niż grupie „c” ?
Czy może więcej lub mniej ?
A co z grupą „d” ?
Tylko 16% Twoich przychodów – zajmiesz się nimi ?

No dobrze, wystarczy.
Jak to się ma do golfa ?
Ma się tak, że gracz z handicapem 18 na jedną rundę robi przeciętnie:
14 uderzeń driverem czyli 16% wyniku 90
24 uderzenia ironami i woodami czyli 26% wyniku
2 uderzenia z bunkra czyli 2%
15 uderzeń typu chip i pitch czyli 16%
oraz 35 puttów czyli 40%

U gracza z jednocyfrowym handicapem te procenty wynoszą odpowiednio:
Driver – 16%
Irony i woody – 28%
Bunkier – 3%
Chipy/Pitch – 13%
Putty – 40%

U gracza z PGA Tour wygląda to przeciętnie tak:
Driver – 18%
Irony i woody – 27%
Bunkier – 1%
Chipy/Pitch – 12%
Putty – 42%

Czy widzicie podobieństwo do Waszego sklepu i statystyk Waszego handicapu ?
Paradoks golfisty polega na tym, że niestety prawie 90% amatorów zajmuje się nie tym co ma największy wpływ na wynik tj. puttami i krótka grą, a tym co ma wpływ albo bardzo mały (driver) albo mniejszy (irony).
Dlaczego tak jest i to na dodatek na całym świecie ?

Na dowolnym driving rangu dominują rozmowy o odległości, a nie o precyzji uderzeń, każdy początkujący chce natychmiast nauczyć się uderzać jak najdalej itd. itd.

Osobiście znałem kilku graczy z handicapami w okolicach 18.
Grali na ogół w okolicach 90, a wynik poniżej 85 był ich nieosiągalnym marzeniem.
Co ciekawe większość z nich grała nawet dobrze ironami, natomiast ich średnia puttów wahała się od 38 do 42, trójputty nie były rzadkością, a zdarzały się również i 4 putty.
Aby obniżyć swój handicap do 12 i grać regularnie na poziomie 83-84, wystarczyłby żeby obniżyli ilość swoich puttów o 6, co i tak dałoby wynik puttów 32-36, a więc wcale nie nadzwyczajny.
Przy czym obniżenie liczby puttów zajęłoby im może 2 miesiące przy 2-3 treningach 30 minutowych puttowania w tygodniu.
Zamiast tego bez przerwy gracze tego typu dywagują o najróżniejszych aspektach swingu, uderzają czasem sto kilkadziesiąt piłek ironami na jednym treningu, a driver jest w ich hierarchii bardzo ważnym kijem.
Efektem jest dochodzenie do handicapu jednocyfrowego w okresie ponad 10 lat, zamiast kilku lat, lub pozostawanie na poziomie handicapu 18-22 przez kilka sezonów, zamiast przez kilka miesięcy.
Powtórzę pytanie dlaczego ?

Dlaczego każdy intuicyjnie wie, że zająłby się dłużej klientami, którzy dostarczają jego firmie 40% przychodów, a nie zajmuje się puttingiem który stanowi 40% wszystkich jego uderzeń w trakcie rundy ?

Powiem szczerze – NIE WIEM.
Oczywiście, że uderzenie driverem na 250m, czy ironem 5 na 180m jest bardziej spektakularne i może nawet daje więcej zadowolenia niż trafiony putt z 6 stóp.
Jednak ten putt może zapewnić par lub nawet birdie, a to spektakularne uderzenie driverem to zaledwie początek dołka. Im bliżej, tym precyzja, krótka gra i putting stają się ważniejsze.
David Peltz już dawno zbadał, że nieudane pierwsze uderzenia (podobnie jak udane) mają znacznie mniejszy wpływ na wynik na danym dołku aniżeli uderzenia ostatnie czyli putty.
Żeby było ciekawiej to pierwszymi uderzeniami, które naprawdę mogą zniweczyć kompletnie wynik są właśnie uderzenia driverem, bardzo często do wody, do lasu czy na OB.

Dlaczego więc miliony golfistów na całym świecie z uporem godnym lepszej sprawy odbijają setki piłek ironami i woodami, a putting greeny i chipping greeny są na ogół puste ?

Nauczyciel golfa który zaczyna od nauki puttingu ma znacznie mniejsze powodzenie, od tego który natychmiast uczy full swingu.
Wszystkie reklamy kijów golfowych obiecują 10, 20, 30 m większą odległość, ale znaleźć reklamę która obiecuje większą precyzję lub reklamę puttera który obiecuje większa skuteczność jest bardzo trudno.

No cóż może tak musi być, taka jest natura człowieka i właśnie dlatego tylko 10% grających w golfa ma handicap jednocyfrowy, a zawodowcy poświęcają na trening puttingu i krótkiej gry ponad dwa razy więcej czasu aniżeli na full swing i driver.
Legendarny nauczyciel golfa Harvey Pennick mawiał, że gdyby każdy amator poświęcał na krótka grę i putting tyle czasu co na full swing i odwrotnie, to jego postępy byłyby 3 razy szybsze.
Na dodatek nasza koncepcja nauki iSwingu http://www.handicapgolf.pl/hg-dlugagra-3.php, stanowi płynne przejście od puttingu do uderzeń driverem.
Każdy więc trening puttowania i chippingu przyczynia się również do poprawy jakości full swingu.

Dlatego też należy zawsze przypomnieć sobie historyjkę ze sklepem i klientami.
W golfie jest dokładnie tak samo – niski wynik (wysokie przychody) to głównie zasługa krótkiej gry i puttingu.
Jeżeli jesteście zainteresowani ogólnym schematem treningu golfowego oraz czasem który należy poświęcać w zależności od posiadanego handicapu na poszczególne elementy gry, napiszcie do nas.
Prześlemy Wam niezbędne informacje.


 

Idealna gra

Czy ktoś z Was zastanawiał się kiedyś jak powinna wyglądać idealna runda golfa, ale nie w sensie wyniku, a w sensie samego pola i serwisu które pola dostarcza ?

Zacznijmy od sprawy elementarnej – pogody.
Każdy golfista przyzna, że miło i przyjemniej się gra gdy nie pada, nie wieje za bardzo, świeci słońce
i jest ciepło.

Idźmy dalej tj. omówmy samo pole.
Jaki pola sprawiają największą przyjemność z gry ?
Moim zdaniem są tylko dwie kategorie takich pól – pola urozmaicone i pola znane.
Co z tego, że pole typu links jest w sumie nudne bo płaskie, brak drzew, wzniesień itp. skoro nazywa się St. Andrews ?
Sama nazwa budzi emocje więc gra na tego typu polu również.
Informacja, że na danym polu rozgrywano turniej PGA, Ryder Cup itp., z miejsca zwiększa atrakcyjność danego pola.
Z drugiej strony mamy pola na których nigdy nie było znanego turnieju, a jednak są bardzo urozmaicone, pięknie położona nad brzegiem morza lub w górach, nad jeziorem lub w środku lasu.
Gra na takim polu to przyjemność sama w sobie – wzgórza, lasy, palmy – to wszystko powoduje, że gra staje się miły przeżyciem niezależnie od wyniku.

Dalej jest utrzymanie pola czyli stan tee boxów, fairwayów i greenów.
Gdy są idealne „kij sam gra”, choć szybkie i urozmaicone greeny dają się we znaki.
Pięknie utrzymane fairwaye, z jednym tylko rodzajem trawy, śnieżnobiałe bunkry, równiutkie tee boxy – to wszystko powoduje, że nawet początkujący golfista nabiera nowej motywacji do gry.

Jednak to wszystko to dopiero połowa.
Ci z Was którzy kiedykolwiek grali z caddy wiedzą, że to również daje inny komfort gry.
Nie trzeba czyścić samemu kija po każdym uderzeniu, w okolicy greenu nie trzeba chodzić od piłki do torby i z powrotem wybierając kij do chipa czy pitcha.
W reszcie co może najważniejsze w grze z caddy, można się całkowicie skoncentrować na swojej grze i myśleniu strategicznym, a dobry caddy dodatkowo podpowie gdy trzeba i ostudzi nadmierny entuzjazm i optymizm po dobrym uderzeniu, a przed następnym ryzykownym.

Co dalej ?
Dalej są tzw. potrzeby ludzkie czyli WC.
Runda golfa to prawie 5 godzin spaceru i mało kto wytrzyma tyle bez wizyty w ustronnym miejscu.
Mężczyzna jakoś sobie poradzi za drzewem ale kobieta ?
Czysta toaleta co 4-5 dołków byłaby jak znalazł, nie wspominając o prysznicach w club-house.

Inną potrzeba jest pragnienie i lekki głód.
Oczywiście można ze sobą wziąć na pole 1-2 litry wody oraz mała „wałówkę” w postaci kanapek, batonów, bananów itp.
Ale czy nie byłoby przyjemniej gdyby znowu co 4-5 dołków był kiosk z napojami i przekąskami ?
Byłoby z pewnością.
Nie wspomnę już o tym, że niestety raz na jakiś czas grających golfistów łapie na polu deszcz typu ulewa. No i … co wtedy ?
Parasol to rozwiązanie dobre o ile deszcz jest średni, przy dużej ulewie w połączeniu z wiatrem gra przestaje być grą i nawet przeczekanie tego typu warunków pod parasolem jest męczarnią.
A więc – altanki co 4-5 dołków (połączone z kioskami) są idealnym rozwiązaniem.
Pada silny deszcz ?
Siadam spokojnie po dachem, popijam gorącą herbatę i czekam na zmianę warunków.

Koniec gry, wracamy do domku klubowego. To, że ma być tam restauracja to oczywiste.
Powinny być jeszcze przyzwoite szatnie i prysznice, pro shop z sensownymi cenami , czyste toalety
i … miła, uśmiechnięta obsługa.

Tego typu runda to prawdziwa przyjemność i nawet gdy wynik nie jest nadzwyczajny to przynajmniej miło i zdrowo spędziliśmy czas.

W kontekście powyższych oczekiwań i warunków spójrzmy na grę na przeciętnym polu w Polsce.

a. Pogoda – jak kiedy… czasem piękna, czasem koszmarna, w mojej ocenie generalnie to 3/5

b. Pola – są oczywiście różne ale moim zdaniem wybijają się tylko 3 – Sierra, Rosa i Modry Las.
Co z tego, że Naterki mają urozmaicony krajobraz skoro domek klubowy jest wielkości kiosku Ruchu, jest tylko jedna toaleta, a stan greenów jest dramatyczny od lat.
Bardzo ładne jest również Amber Baltic, lecz tylko w pogodne dni.
W przypadku deszczu spora część pola zamienia się w lekkie bagienko i gra nie jest już tak miła.
Moja ocena pól w Polsce to również 3/5

c. Stan pola – tu jest chyba najgorzej. Nawet jak są dobre chęci to często brak umiejętności lub budżetu na utrzymanie pola. Nierówne greeny, zaniedbane fairwaye to raczej codzienność a nie wyjątek na polskich polach. W mojej ocenie to 2/5.

d. Caddy – jednym słowem BRAK. Nastoletni chłopcy i dziewczęta, którzy przychodzą pod domek klubowy w dniu turniejów mają z prawdziwymi caddy niewiele wspólnego. W zasadzie poza ciągnięciem wózka do niczego innego się nie nadają.

e. Instalacje sanitarne – to chyba największa bolączka pól nie tylko w Polsce ale i w Europie.
Spotkanie toalety na polu to jak zrobienie eagla, zdarza się ale bardzo rzadko. A już spotkanie czegoś innego niż Toi Toi to nawet nie eagle ale albatros.
Ocena 0/5

f. Kioski z jedzeniem  - patrz wyżej.
Czasem pojawia się ktoś z obsługi jeżdżący na wózku z kanapkami i ciepłymi napojami, ale to raczej rzadkość, a i wybór żaden. Nawet na polu Fontana pod Wiedniem uchodzącym za jedno z najlepszych w Europie jest tylko jeden kiosk po pierwszej dziewiątce.
Ocena 2/5

g. Domek klubowy – tutaj jest znacznie lepiej. Generalnie jest dobrze, a w przypadku takich pól jak Sierra, Rosa, Toya czy Amber jest nawet bardzo dobrze.
Ocena 4-5/5.

Jednak ocena generalna jest niestety raczej słaba – maksimum 3,5/5.
W Polsce gra w golfa to raczej gra dla pasjonatów, odpornych na warunki pogodowe i ubogą infrastrukturę o poziomie usług już nie wspominając.
Nawet w Czechach gdzie klimat jest w sumie podobny infrastruktura jest jak powiedział jeden z moich znajomych „o lata świetlne do przodu”.
A szkoda.
Gdyby zmieniły się przepisy o opodatkowaniu pól golfowych i byłoby więcej inwestorów-pasjonatów golfa w rodzajów śp. Jana Wejcherta,to może doczekalibyśmy się przynajmniej jednego zawodnika w Europeen Tour.  Póki co pozostaje to marzeniem.

Dlatego też co bogatsi polscy golfiści grają gdzie mogą za granicą. Czechy, Hiszpania, Tunezja nie mówiąc już o Florydzie czy Tajlandii oferują za podobną cenę green fee jakość gry, do której Polsce bardzo daleko.
Szczególnie golf w Tajlandii jest niezapomnianym przeżyciem.
 Przepiękne pola, wspaniała pogada praktycznie przez cały rok i co chyba najważniejsze -  jakość usług najwyższa na świecie. Golf staje się nie tylko grą, ale prawdziwą przyjemnością.
Naprawdę warto spróbować choć raz w życiu.

 

 

Nazywa się Pariwat Pinsawat

Ma zaledwie 14 lat, a już gra w turniejach zawodowych na poziomie 69-70 i ma handicap +1,5.
Pariwat Pinsawat mieszka na Phuket i ma szansę zostać w przyszłości graczem ze ścisłej czołówki światowej, być może nawet numerem 1.
Ma po temu wszelkie predyspozycje.
W ubiegłym roku w Junior World Cup na Florydzie zajął 2 miejsce, w tym roku startuje w lipcu w tym samym turnieju.
Obecnie jest członkiem kadry narodowej Tajlandii i jej najmłodszym członkiem.

Jak ćwiczy i co ćwiczy ?

Miałem okazję trenować Pariwata w okresie 2 tygodniu podczas których przeprowadziliśmy wiele testów i kilka gier. Oto moje obserwacje i jego wyniki.

Pierwsza zadziwiająca rzecz to fakt, że Pariwat nie ma żadnych planów treningowych.
Gra w golfa od 8 roku życia ale trudno mówić o jakimkolwiek systemie doskonalenia.
Z jednej strony jest to dowodem jego olbrzymiego talentu, z drugiej jest niestety olbrzymim problemem. Nawet trener kadry narodowej Tajlandii w golfie mówi, że każdy zawodnik powinien sam zadbać o swoje plany i trenerów.
Pariwat miał i ma tylko jednego trenera od swingu.
Jest to tajski Pro, który ma dobre, zdroworozsądkowe podejście i który jest dowodem na to, że nie nazwisko lecz podejście i umiejętności trenera są najważniejsze.
Natomiast Khun Chuachai (bo tak się ów pro nazywa) nie ma dużego pojęcia o zasadach ciągłego treningu, o niuansach krótkiej gry oraz o testach golfowych.

To było moim zadaniem w trakcie naszych dwu tygodniowych treningów.
Pariwat zagrał wspólnie ze mną kilka razy na polu Blue Canyon z najtrudniejszych czarnych tee, wykonaliśmy szereg testów krótkiej gry (testy Davida Peltza oraz testy puttingu), a także obserwowałem jak wspaniale działa teoria Manuela de la Torre w przypadku jego swingu.
Odbyliśmy na podstawie tych testów kilka treningów (głównie krótka gra, putting oraz długi pitching), których celem było poprawienie tych elementów które ma opanowane najsłabiej.

Oto jaki jest obraz jego gry.

1. Gra na polu.
Pariwat zagrał 79, 72 i 70 na polu które uchodzi za jedno z najtrudniejszych w Azji.
Pierwszy wynik był efektem kilku bogey i braku birdie, ostatni 4 birdie.
Głównym problemem Pariwata jest bowiem zbyt mała ilość birdie.
Nie robi on praktycznie wcale double bogey, natomiast mała ilość birdie (średnio 3-4) na rundę są wynikiem dwóch elementów jego gry, nad którymi potem pracowaliśmy.
a. Długiego pitchingu 75-120y
b. Puttingu z odległości 5-6 stóp

Te dwa elementy wymagają u niego wiele pracy i doskonalenia.
Zadziwiające jest, że Pariwat z równą łatwością trafia w green z odległości 100y i 170y, jednak niestety precyzja w obu przypadkach jest tak sama, tj. zbyt mała w uderzeniach z dystansów 100-120y.
Powód jest podobny jak u najwyższej klasy zawodowców – alignement, czyli zbyt niedbałe ustawienie się na cel w setupie.
Podczas treningu długiego pitchingu ćwiczyliśmy ten element dosyć długo.

Stosując program Golf Challenge z www.handicapgolf.pl Pariwat uzyskał następujące wyniki.
Warto przy tym pamiętać, że nasza skala kończy się na handicapie 0.
Handicap tee shotu - 0
Handicap długiej gry – 0 (średnio robi on 12 green-in-regulation)
Skuteczność trafiania w green
Wedge – 100%
irony 9-8 – 80%
irony 7-6 – 60%
irony 5-3 – 100% !!!
woody i hybryda – 30%

Handicap  krótkiego pitchingu – 5 (wyjaśnienie poniżej)
Handicap chippingu – 0
Handicap gry z bunkra – 1
Handicap krótkiego puttingu - 0
Handicap średniego puttingu – 10
Handicap długiego puttingu – 20
Scrambling – 40%
Up&down – 50%
Średnia odległość do dołka po GIR – 27 stóp
Średnia odległość do dołka po krótkim pitchu – 7 stóp
Średnia odległość od dołka po chipie – 3 stopy
Średnia odległość od dołka po wyjściu z bunkra – 8 stóp

Już z tego obrazu widać główne obszary do doskonalenia i do pracy – krótki i długi pitching oraz średni i długi putting, jednym słowem krótka gra.

2. Testy
Potwierdziły to wyniki testów krótkiej gry

Pitch z 50y – handicap 8-15
Pitch z 30y – handicap 5-8
Pitch z 15y – handicap hcp 0-3
Bunkier 8y – poziom PGA Tour
Bunkier 15 y – handicap 0-3
Chip 10y – poziom PGA Tour
Chip 20y – handicap 12-22
Lob 15y – poziom PGA Tour

Całkowity handicap krótkiej gry odpowiada handicapowi 3, jest więc dużo do zrobienia.

Najbardziej uderzające są słabe (w porównaniu do innych) wyniki pitcha z 30y oraz chipa z 20y.
Jest to łatwe do zrozumienia zważywszy, że Pariwat nie znał w ogóle techniki chip&run.
Wszystkie uderzenia w promieniu 50y od dołka grał wedgem 58, który dawał mu perfekcję w promieniu 10-15y od dołka, lecz na dystansach dłuższych nie był tak skuteczny jak chip&run.

Gdy odbyliśmy trening chippingu zgodnie z techniką Manuela de la Torre, Pariwat po 2 godzinach osiągał taką samą skuteczność pitching wedgem na 20y od dołka jak wedgem 58 na 10-15 yardów.
Jego upodobanie do wedga 58 wynika z naturalnej dla wszystkich Tajów skłonności do grania krótkich pitchów ze średnią i wysoką trajektorią. Dlatego jego lob jest tak skuteczny na krótki dystans.

Testy Puttingu
3 stopy – 100%
5 stóp – 93%
6 stóp – 67%

Okrąg 3 stopy – 100%
Okrąg 6 stóp – 57%
Okrąg 10 stóp – 37%

Z 40, 50, 60 stóp putting na 3 stopy – 70%
Z 40, 50, 60 stóp 2 putty – 90%

Jak wyraźnie widać Pariwat ma doskonały putting z 3 stóp, natomiast jego skuteczność z 6 stóp jest nieadekwatna do jego poziomu gry generalnie.
 Jest to drugi obok zbyt niskiej precyzji długich pitchów powód małej ilości birdie.
Putty z odległości 6 stóp są kluczowe i jego skuteczność powinna być minimum na poziomie 70%,
a 75% byłoby poziomem bardzo dobrym.
Również bardzo długi putting jest zbyt mało skuteczny.
Pożądana skuteczność to minimum 85% i 95% 2 puttów.

Inne testy
Test równowagi wypadł celująco. Pariwat nawet nie robiąc nigdy przedtem testu równowagi osiąga wyniki porównywalne z graczami PGA Tour.
Natomiast wiele pozostawia do życzenia jego rozciągliwość, szczególnie nóg.
Intensywny streaching lub yoga, powinny zaowocować znacznie dłuższym driverem (obecnie ok. 260y, ale ma dopiero 14 lat).
Również jego ogólna kondycja fizyczna pozostawia trochę do życzenia.
Powinien uprawiać jogging i fitness bez ćwiczeń siłowych.

Na podstawie analizy gier i testów określiliśmy najważniejsze obszary do pracy, a są to:
a. Precyzja w grze z dystansu 75-120y – maksimum 15 stóp od dołka średnio
b.  Zwiększenie ogólnej precyzji po green-in-regulation – maksimum 25 stóp od dołka średnio
c. Poprawa puttingu z 6 stóp – minimum 70% skuteczności
d. Doskonalenie chip&run oraz pitchingu na dystansie od 20 do 30y – minimum 70% skuteczności na 3 stopy.

Warto dodać, że początkowa niższa skuteczność pitchingu wynikała między innymi z „tradycyjnego” ustawienia do piłki (postawa otwarta, łopatka otwarta).
Idealnie sprawdzało się to na krótkim dystansie gdzie precyzja nie jest aż tak istotna (małe ryzyko błędu kąta ustawienia). Na dłuższych dystansach gdy Pariwat zastosował pozycję równoległą (zgodna z koncepcja de la Torre) jego skuteczność wzrosła dosłownie po jednym treningu.
Jego chip&run pitching wedgem i ironem 8, już w drugiej próbie dał lepsze wyniki niż jego poprzedni krótki pitch wedgem 58, co jest zupełnie zrozumiałe, nawet u wirtuozów krótkiej gry.
Piłka toczona będzie zawsze bardziej precyzyjna aniżeli piłka lecąca nawet średnia trajektorią.

Tak więc pomimo swojego bardzo wysokiego poziomu gry Pariwat ma jeszcze bardzo duży potencjał poprawy.
Dotyczy on przede wszystkim krótkiej gry.
Jeżeli uda mu się doprowadzić swoją krótką grę do poziomu długiej gry, wyniki na poziomie 68-69 staną się jego przeciętną.

 

Gra w golfa Polsce

Jak wyglądają warunki do uprawiania golfa w Polsce w porównaniu do Tajlandii ?
Tajlandia potęgą golfową nie jest, tym, niemniej ma 2-3 graczy w PGA Tour i dziesiątki innych w Asian Tour.

Wbrew obiegowym opiniom sama gra w golfa w Polsce nie jest specjalnie droga.
Roczne opłaty za członkostwo na polu golfowym wahają się od 2 do 6 tys. pln, a więc nie są specjalnie kosztowne, zważywszy, że potem gry są już bezpłatne i to w nieograniczonej ilości.
W miarę dobry sprzęt, można kupić za ok. 1.000-1.500 pln, a więc też nie jest to kwota porażająca.

Jednak „schody” zaczynają się później.
Otóż każdy początkujący, a nawet w miarę zaawansowany golfista musi ćwiczyć.
Do tego potrzebne są piłki oraz instruktor czyli Pro.
Koszt Pro to jeszcze „pół biedy” choć na 10 lekcji indywidualnych (co jest absolutnym minimum) należy wydać około 1.000-1.200 pln.
Problemem głównym są piłki na driving rangu.
Przeciętna cena w Polsce za koszyk 30-40 piłek wynosi 15 pln, a w Warszawie nawet 25 pln.
Normalny, porządny trening długiej gry wymaga wybicia minimum 150-200 piłek, co stanowi koszt 65-85 pln.
Dla kogoś kto chce uprawiać golfa na wyższym poziomie to ilość niewystarczająca, powinno to być mniej więcej 1,5 razy tyle.
Jeżeli nawet przyjmiemy poziom amatorski oraz 2-3 treningi w tygodniu to kwota urasta do  150-250 pln tygodniowo i to już będzie dla niektórych spory wydatek.
A przecież to poziom naprawdę podstawowy.
Aby w okresie 1-2 lat dojść do handicapu 16-18 należy wybijać minimum 200 piłek i to 3-4 razy w tygodniu. Da to miesięczną kwotę 1000-1500 pln czyli dosyć dużo, zważywszy dodatkowe koszty Pro, dojazdów na pole itp.
Przy czym nie mówię już wcale o kosztach ćwiczeń puttingu oraz krótkiej gry, które również istnieją.
Tak więc sama gra nie jest specjalnie droga, lecz jej nauka owszem.


Dla porównania w Tajlandii 40 piłek na driving rangu kosztuje przeciętnie 5 pln a więc 3 razy taniej.
Członkowie klubu płacą czasem nawet tylko 3 pln, a więc 5 razy taniej !
Łatwo policzyć, że wybijając nawet codziennie po 300 piłek (a to już trening prawie zawodowy) wydamy miesięcznie tylko 1100 PLN.
W Polsce za taką samą ilość wyda się ponad 3.000 PLN.
Na poziomie amatorskim miesięczny koszt piłek w Tajlandii wyniesie zaledwie 250-300 PLN.
Koszt lokalnego Pro to ok. 50 pln za godzinę, ale przy 10 lekcjach wyniesie to może 300 PLN.
Putting greeny oraz obszar do krótkiej gry są udostępniane bezpłatnie.

Koszt gry na przeciętnym polu w Tajlandii to od 70 do 150 pln, a dożywotnie członkostwo kosztuje od 30 do 50.000 PLN.
Można je zawsze odsprzedać z zyskiem, jest wiec to raczej inwestycja aniżeli wydatek.
Tak więc nauka golfa w Tajlandii w porównaniu do Polski i Europy w ogóle, jest kilkakrotnie tańsza.
Stąd też wynika ilość graczy na polach.
Codziennie, na przeciętnym polu gra od 100 do 140 graczy, a w weekendy liczba ta jest większa o minimum 50%.
W dowolnym turnieju amatorskim na terenie Tajlandii gra na ogół komplet zawodników czyli 140 osób.
Ich poziom jest dosyć wysoki gdyż zawsze jest 2-4 graczy z handicapami 0, kilku z handicapami od 1 do 5 oraz kilkudziesięciu z handicapami od 5 do 15.
Gracza z handicapami powyżej 24 są rzadkością w turniejach amatorskich.
Turniej wygrywa się z wynikiem 68-69 i to z zawodowych tee.
Przeciętny handicap w Tajlandii to 18,7 (w Polsce 27).

Zważywszy koszty nauki gry w golfa różnice te są częściowo zrozumiałe.
Oczywiście dochodzi fakt istnienia kilkuset pól golfowych na terenie Tajlandii, możliwość gry cały rok, wspaniałego klimatu  oraz warunków gry.
A warunki gry są moim zdaniem najlepsze na świecie.

Obecność wyszkolonych caddie, kioski z napojami i zakąskami co 3-4 dołki (podobnie jak toalety), wyposażenie club house, serwis na polu, to wszystko powoduje że gra w golfa Tajlandii jest naprawdę czystą przyjemnością.
Porównajmy to do pól w Polsce gdzie w Naterkach jest 1 toaleta i brak pryszniców, w Rajszewie brak obecnie nawet domku klubowego, a na żadnym polu nie ma kiosków z napojami, toaletami nie mówiąc już o caddie.
Uznawane za najlepsze w Polsce pola Rosa, Toya czy Sierra są całkiem dobrze przygotowane od strony warunków pola, lecz ich serwis oraz wyposażenie są bardzo ubogie.
Zresztą tu nie chodzi tylko o Polskę, w innych krajach Europy jest niestety podobnie.
Powody są podatkowo-strukturalno-zwyczajowe, jednak nie zmienia to faktów.

Jakość greenów w Polsce jest również bardzo, bardzo przeciętna.
Nigdzie nie spotkałem wywieszonej prędkości greenów, co powinno być normą na prawdziwym polu golfowym.
Greeny czasami są nawet równe (Naterki to niechlubny wyjątek) lecz zbyt wolne, co ma negatywny wpływ na naukę techniki puttowania.

Co można zrobić aby zmienić ten stan rzeczy ?
Osobiście postuluję na początku jedną małą innowację.
„Dzień sportu” lub „Dzień golfa” na polach.


Otóż jeden dzień w tygodniu (i może to być dowolny dzień, nawet ten o najsłabszym obłożeniu) jest dniem promocji golfa.
Piłki kosztują 30% normalnej ceny, koszt green fee stanowi 50% ceny normalnej, a lokalni Pro udzielają 3-4 bezpłatnych lekcji dla grupki 4-6 osób.
Tylko 1 dzień w tygodniu !

To na 100% da efekt w przyszłości i zwróci się z nawiązką.
Słyszałem, że na polu w Binowie gdy raz w tygodniu dano bezpłatnie piłki na driving rangu dla członków klubu, to wszystkie stanowiska były zajęte !
A był to wtorek.
PZGolf mógłby podjąć taką inicjatywę rozmawiając z właścicielami pól.
Przecież taki „Dzień golfa” to nic innego jak prawie bezpłatne rozdawanie próbek produktu czy degustacje, które w marketingu dają prawie zawsze dobre rezultaty.
Jak słyszałem pola golfowe są w Polsce z reguły deficytowe, z uwagi na system podatkowy i małą ilość graczy.
W Tajlandii, w okolicach Bangkoku przeciętne pola zarabia rocznie około 2 mln pln przed podatkiem.

W Polsce dziennie przez pole przewija się przeciętnie ok. 40 osób, w Tajlandii 140.
Tak więc „Dzień golfa” może tę ilość naprawdę zmienić, a przepisy podatkowe to już odrębna kwestia.






 

 

 

 

 

Wyobraźmy sobie pewnego przeciętnego gracza PGA Tour.

Jego statystyki z gier w 2015 roku wyglądają następująco:
a. Driving distance – 292 yardy i 63 miejsce w rankingach
b. Driving accuracy - 
61% i 88 miejsce w rankingach
c. 
Green in regulation – 66% i 81 miejsce w rankingach
d. Sand save – 55% i 58 miejsce w rankingach
e. Scrambling – 64% i 23 miejsce w rankingach
f. Putting z 3 stóp – 99% i 68 miejsce w rankingach
g. 
Putting z 5 stóp – 65% i 200 miejsce w rankingach
h. Putting  z 10 stóp – 26% i 154 miejsce w rankingach

Jak widać jego ogólne statystyki nie wyglądają nadzwyczajnie.
Z wyjątkiem scramblingu ( gdzie i tak jest 23 w rankingach) jego wyniki plasują go na bardzo dalekich miejscach. Gracz ten jak widać nie jest nadzwyczajny.

Spójrzmy teraz na statystyki „wygranych i straconych uderzeń” zwycięzcy Masters 2015 i pierwszego na Money list w 2015 roku z wygranymi ponad 4.900.000 usd, drugiego w rankingu światowym Jordana Spietha.

Strokes gained total – 2 miejsce w rankingach 2015
Strokes gained tee to green – 5 miejsce w rankingach 2015
Strokes gained putting – 4 miejsce w rankingach 2015.

Cóż więc ów bardzo przeciętny gracz PGA Tour, którego statystyki przytoczone są powyżej, powinien poprawić w swojej grze aby dorównać Jordanowi Spiethowi i wspiąć się na szczyt rankingu światowego ?

Wydaje się że najważniejsze byłyby:
Green-in-regulation, przynajmniej powyżej 70%
Putting z 5 stóp, przynajmniej powyżej 70%
Putting z 10 stóp, przynajmniej 40%

Gdyby osiągnął takie statystyki czy dorównałby on Jordanowi Spiethowi ?

Otóż zupełnie nie wiadomo, gdyż ów przeciętny gracz PGA Tour, którego statystyki są opisane to właśnie Jordan Spieth !

Jak widać z powyższego zestawienie klasyczne statystyki „statyczne” nie odzwierciedlają kompletnie poziomu gracza, natomiast statystyki „dynamiczne” czyli „zyskane i stracone uderzenia” jak najbardziej.
Obecni numer 2, 3 i 4 na świecie (Spieth , Stenson i Watson) mają następujące miejsca w statystykach dynamicznych (dane numeru 1 czyli McIlroya są obecnie niedostępne)

Strokes gained Total – Spieth  2, Stenson 
1, Watson 3
Strokes gained tee to green – Stenson 2, Speith 5, Watson 6
Strokes gained putting – Stenson 1, Spieth 4 , Watson 11


Wyraźnie więc widać jaką wartość mają statystyki „dynamiczne” w stosunku do „statycznych”.
W przypadku statystyk dynamicznych wyraźnie wiadomo co wpływa na wynik gracz, a gdzie traci on uderzenia.
Klasyczne statystyki „statyczne” niestety tego nie uwzględniają.

Program StrokeValue na smartfony pozwala bardzo dokładnie określić gdzie traci się uderzenia, czyli jednym słowem nad czym należy pracować aby poprawiać swój poziom gry.
Natomiast cały system
www.strokevalue.pl podpowie na dodatek jak należy trenować te właśnie elementy gry.